RSS
wtorek, 01 listopada 2016

Oczywiście po niecałych trzech miesiącach "górki" nastąpił we wrześniu "dołek". Kwetaplex można se potłuc o kant dupy - nie działa, nie aktywizuje mnie. Męczę się już drugi miesiąc z powodu braku napędu. Każdy obowiązek, który muszę wykonać to wielkie przedsięwzięcie. Ciężko mi wstawać rano do pracy. Na szczęście odwołałem jak do tej pory tylko jeden dzień zajęć. Wygląda na to, że współczesna medycyna jest bezradna wobec mojego problemu, albo bezradny jest o prostu mój psychiatra.

Nie muszę obawiać się już psychoz i "świrowania", ponieważ mam na nie odpowiednie leki i wystarczy tylko nie zapominać o ich zażywaniu. Nie mam jednak leku na brak energii. Za brakiem energii idzie u mnie depresja i pragnienie śmierci, bo cóż warte jest życie bez działania. Gdybym miał "górkę" przez dwanaście miesięcy w roku przez wiele lat byłbym najprawdopodobniej najszczęśliwszym z ludzi, a przynajmniej moje finanse wyglądałyby znacznie lepiej.

Trochę ponarzekałem i wystarczy. Mam kochającą rodzinę i dobry zawód, który na razie, choć nie najlepiej, mogę wykonywać. Może "górka" jest już tuż, tuż za rogiem i znowu zacznie się patrzenie na świat przez różowe okulary, wytężona praca i uprawianie sportu.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

środa, 03 sierpnia 2016

Sytuacja nadal jest dobra. Można powiedzieć, że wciąż mam "górkę", ale jest ona wyjątkowo łagodna, ponieważ nawet nie fantazjuję, nie mówiąc już o jakiś początkach urojeń, co miało miejsce na jesieni ubiegłego roku. Oczywiście do psychozy wtedy nie doszło - zablokowały ją moje leki.

Tym razem biorę dodatkowo kwetaplex, z którym wiążę duże nadzieje. Powoduje on, że "górka" jest łagodna, przyczynia się do "spłaszczenia" cyklu. Oczekuję, że "dołek" będzie równie łagodny, albo w ogóle nieodczuwalny.

Okazuje się, że cztery miesiące depresji nie pozostały bez zgubnych konsekwencji. W tamtym czasie zmuszałem się do pracy i nie przygotowywałem się do zajęć. W rezultacie jedna z grup, którą prowadziłem oświadczyła, że pomimo tego iż lekcje nie były złe, nie chcą nadal mieć ze mną zajęć. Mam problem - muszę znaleźć sobie kogoś innego na ich miejsce, a ponadto mam zepsutą opinię w firmie.

Sporo ćwiczę i powoli tracę na wadze.- w ciągu miesiąca schudłem trzy kilo. Gdyby ten trend się utrzymał byłoby świetnie.Trochę przymuszam się do ćwiczeń, z czego się bardzo cieszę. Gdybym był w bardzo podwyższonym nastroju, ćwiczyło by mi się samo, byłbym bardzo pobudzony, ale tak nie jest.

Kończę więc w dobrej formie, z nadzieją na pomyślną przyszłość.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

03:55, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 czerwca 2016

Dawno nie pisałem. Otóż od końca stycznia cierpiałem na depresję. Cały czas pracowałem z tą dolegliwością, ale na początku czerwca uległem. Po weekendzie nie pojechałem do pracy do Warszawy. W poniedziałek po południu poszedłem do swojego psychiatry, a już wieczorem żona zawiozła mnie do szpitala. Był to najlepszy z moich dotychczasowych pobytów w "domu wariatów". Depresja ustąpiła już drugiego dnia. Na odcinku obserwacyjnym byłem zaledwie kilka godzin. Poznałem wielu ciekawych ludzi i miło płynął mi czas. Szpital położony jest w malowniczym parku, a pogoda dopisywała i świeciło słońce. Najważniejsze w tym wszystkim były jednak nie spacery w parku, ale fakt, że przez okres niespełna trzech tygodni zrobiłem notatki i ćwiczenia z prawie całej książki do słownictwa biznesowego w języku angielskim. Znowu chce mi się pracować. Życie wróciło do normy po ponad czterech miesiącach. Nawet się gimnastykuję. Przyjechałem do Warszawy i rozpocząłem pracę z nowymi grupami. Uczenie języka angielskiego jest fantastyczne. Na tym kończę.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski


00:01, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 lutego 2016

Depresja atakuje. Przyjechałem do domu w piątek po dziesiątej wieczorem. Całą sobotę i niedzielę przeleżałem. Zawsze jeżdżę do Warszawy w niedzielę. Tym razem zostałem. Odwołałem poranną lekcję w poniedziałek. W poniedziałek, czyli dzisiaj wziąłem sie jakoś w garść i przygotowałem się do lekcji po południu. Po pierwszej wsiadłem w pociąg do Warszawy i znowu walczę.

Odbyłem dwugodzinne zajęcia ze studentem, który przygotowuje się do egzaminu IELTS Academic. Zdanie tego egzaminu na odpowiednim poziomie ma otworzyć mu drogę na studia za granicą. Teksty są naprawdę trudne. Muszę się mocno gimnastykować.

Jutro wstaję przed piątą i znowu wyruszam na wędrówkę za kasą. Pracuję cały dzień. Co za życie! Uczyć, uczyć, uczyć! Ta przyjemność wychodzi mi już bokiem. Nie mogę nadązyć przygotowywać się do zajęć, często improwizuję. Marzy mi się taki stan, kiedy wszystko jest już zrobione, a ja mógłbym poleżeć z godzinkę. Leżałem wprawdzie dwa dni, ale ze świadomością olbrzymich zaległości.

Nie wiem jak rozwinie się sytuacja. W weekend już bałem się, że stracę pracę, że znajdę się poza społecznością ludzi zdrowych. Przeżyłem tak jakby powrót do żyjących, poprzez poprowadzenie lekcji i zarobienie paru groszy. Nie wiem co przyniesie przyszłość. Obym dalej był w stanie pracować.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

środa, 06 stycznia 2016

Witaj Nowy Roku! Obyś nie był gorszy od poprzedniego. Ten ostatni był całkiem niezły. Przepracowałem 10 miesięcy. Trochę za mało zarobiłem - wiadomo, potrzeby są duże. Jedyną wadą tego roku była wakacyjna depresja. W ciągu dwóch miesięcy można było tyle zrobić. Ale przynajmniej wypocząłem wylegując się na sofie.

Przerwa świąteczna minęła w sposób wręcz doskonały. Spędzaliśmy czas tak z teściami jak i z moimi rodzicami. Nie przejadłem się, nie piłem (prowadziłem samochód). Dużo trenowałem, głównie w domu karate, w moim nowym stroju oraz na siłowni, gdzie oprócz ćwiczeń z ciężaramiwykonywałem ćwiczenia aerobowe i stukałem w worek bokserski. Oprócz tego przygotowywałem się do przyszłych lekcji i uczyłem angielskiego swoją córkę. Całkiem dobrze jej idzie, chociaż jej poziom zaawansowania ciągle nie jest zbyt wysoki.

Wróciłem do Warszawy i rozpocząłem pracę. Moja "górka" już minęła. Nie bardzo chce mi się uczyć, ale nie sprawia mi to kłopotu. Trochę obawiam się, że może nadejść depresja z jej brakiem energii. Próbuję do nie nie dopuścić trenując wytrwale.

Zapisałem się w Warszawie na siłownię. Mam nadzieję, że w którkich przerwach między lekcjami będę mógł do niej uczęszczać. Na razie byłem dwa razy. W ostatnią niedzielę i dzisiaj w Trzech Króli. Jest święto więc mam dużo czasu. Trenowałem dwie i pół godziny. Głównie aeroby na bieżni i karate w bocznej salce. Może dzięki wydzielającemu się podczas ćwiczeń hormonowi szczęścia uda mi się przełąmać cykl i nie dopuścić do depresji.

Kończę wię i zabieram się do przygotowania do lekcji. Oby jak najdłużej nic się nie zmieniło w moim nastroju.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

15:07, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2015

Podstawowa wiadomość z linii frontu brzmi następująco: nic złego się nie dzieje, jest dobrze. Ale nuda !

Kończy mi się prawdopodobnie "górka". Mogę już nieźle sypiać bez ketrelu. Tym razem o dziwo używałem go bardzo niewiele. Łagodniejsz "górka" może oznaczać łagodną depresję, która może nadejść za miesiąc lub dwa. Tymczasem czuję się świetnie.

Skończyłem pisać autobiografię. Jestem z tego bardzo zadowolony. Wreszcie mam to z głowy. Czuję, że ocaliłem od zappomnienia kawał mojego życia.

Poza tym zapierdalam jak mały samochodzik. Jeszcze w życiu tyle nie pracowałem - siedem dni w tygodniu. W niedzielę wprawdzie nie uczę, ale przez większość dnia przygotowuję się do zajęć w nadchodzącym tygodniu.

Kupiłem sobie karategę (strój do karate) jako prezent z okazji nadchodzących urodzin. Wybrałem najlepszą i najdroższą w sklepie. Będę "karacił" w sobotnie wieczory, o ile tylko starczy mi na to energii.

Kończę więc w optymistycznym nastroju.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

czwartek, 05 listopada 2015

Dawno nie pisałem, ale byłem bardzo zajęty. Podczas dni roboczych praca wypełnia mi prawie cały czas, którym dysponuję. Najtrudniejszy jest wtorek, kiedy to wychodzę z domu przed szóstą rano, a wracam po dziewiątej wieczorem. Jeżdżę po całej Warszawie i jej okolicach.

Generalnie odnoszę sukcesy w nauczaniu. Mój zawód sprawia mi wiele satysfakcji, ale nie wszyscy moi uczniowie są ze mnie zadowoleni. Pewne małżeństwo, prowadzące własną poważną firmę, nie jest.Jeśli nie przekonam ich do siebie w ciągu kolejnych dwóch lekcji, najprawdopodobniej stracę tę pracę.

Świetnie mi się mieszka w nowym miejscu. Właścicielka jest bardzo mądrą, sympatyczną i zrównoważoną osobą. Kiedy przypomnę sobie poprzednie mieszkanie, przechodzą mi ciarki po plecach.

Poza tym mam "górkę". Znowu bardzo krótko sypiam. Zażywam dodatkowo niewielkie ilości ketrelu i dlatego nie martwię się zbytnio o swoje zdrowie. Najgorsze jest to, że po "górce" musi najprawdopodobniej przyjść depresja.

Kończę i pozdrawiam.

Sławomir Radomski

wtorek, 08 września 2015

Dawno nie pisałem. Powód jest prosty - depresja. Przyszła nie zapowiedziana, nie oczekiwana, nie chciana - bez powodu. Zatruła mi całe dwa miesiące wakacji, podczas których prawie nic nie robiłem. Moje plany doskonalenia języka angielskiego i dokończenia autobiografii zupełnie nie wypaliły. Nie byłem również w stanie uczyć córkę angielskiego. Jedyne co mi się udało to zawożenie żony na rehabilitację o operacji kolana.

Dwa miesiące gnuśności i strachu o przyszłość. "Na szczęście" depresja przyszła w wakacje, kiedy nie musiałem pracować. Nawiasem mówiąc porządnie wypocząłem, choć w tak nie atrakcyjny i nudny sposób.

Zaczyna się rok szkolny, powoli powracają siły i choć nie czuję się jeszcze zupełnie dobrze pojawia się optymizm. Myślę, że za jakiś miesiąc będę miał "górkę", powróci bezsenność i znowu zacznę patrzeć na świat przez różowe okulary, pełny entuzjazmu i euforii. Będę musiał wtedy uważać. Na szczęście dzięki odpowiednio dawkowanym lekom potrafię dobrze sobie radzić z tym stanem. Myślę wręcz, że już nigdy nie dopuszczę do rozwinięcia u siebie psychozy.

Gorzej jest z depresją. Wygląda na to, że nie ma na nią lekarstwa, przynajmniej na tę jej odmianę, która występuje u mnie, która przychodzi bez powodu jako część pewnego cyklu. Działanie lamitrynu, który przyjmuję, na deresję jest nie wyjaśniona naukowo. To zasadniczo lek na padaczkę. Być może to działanie w ogóle nie występuje, jest jedynie medyczną iluzją. Tak więc najprawdopodobniej będę musiał co pewien czas zmagać się z depresją przez kolejne lata mojego życia. Chyba, że zostanie wymyślony jakiś nowy lek. Może już istnieje tylko nie wie o nim mój psychiatra.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, by pomimo depresji móc pracować i muszę mieć nadzieję, że będę w stanie to robić, gdy znowu nadejdzie ten trudny czas. Udało mi się w ubiegłym roku szkolnym, może więc uda się i w tym.

Kończę z optymizmem, oczekując lepszych dni, dużej aktywności, tak zawodowej jak i sportowej, dobrych zarobków itp.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

16:54, slawekk1965
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 lipca 2015

Nie czuję się świetnie, nie mam już "górki", której towarzyszą entuzjazm i euforia. Trochę mi brak tych uczuć, ale związana jest z nimi zwykle bezsenność i nieco niebezpieczny brak realizmu.

Obawiałem się, że dopada mnie depresja, ponieważ dwukrotnie po przyjeździe do domu na weekend przeleżałem cały ten czas. Okazało się, że byłem po prostu wymęczony. Po odpoczynku zacząłem funkcjonować mniej więcej normalnie.

Mam teraz wakacje, prawie bez pracy zawodowej. Nie staram się o nią. Chcę mieć czas na dokształcanie i pisanie autobiografii. Pragnę powiększyć swoją wiedzę z zakresu języka biznesowego i skończyć wreszcie moje pisanie w sierpniu.

Babcia daje do wiwatu. Codziennie jest bardzo upierdliwa i absorbująca, a czasami wredna. Mam jej serdecznie dosyć. Podczas pobytu w Warszawie nie mogę biegać, ani chodzić na basen. Na szczęście znalazłem sobie inne mieszkanie. Powiedziałem, że zostanę u babci do końca lipca, tak by dać rodzinie babci czas na znalezienie opiekunki. Oni jednak jej nie szukają, tylko dali ogłoszenie by znaleźć nowego lokatora, kolejnego frajera. Oby tylko moja nowa landlady nie rozmyśliła się przed końcem lipca.

Kończę.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

środa, 10 czerwca 2015

Piszę ten post tylko po to by powiedzieć, że żyje się normalnie. Nie mam już kłopotów ze snem, nieco spadł entuzjazm, ale to dobrze, ponieważ pomimo tego nadal mam motywację do życia i pracy. Dużo trenuję: chodzę na siłownię w Radomiu oraz biegam i pływam w Warszawie. Na siłowni ćwiczę również karate, co bardzo dobrze wpływa na moje samopoczucie.

Z doświadczenia wiem, że po okresie podwyższonego nastroju przychodzi u mnie czas na deresję. Mam jednak nadzieję, że nie nadejdzie ona tak szybko. Może uda mi się ciekawie przeżyć wakacje. Ze względów finansowych nie planuję wyjazdów. Będę przebywał w Radomiu i w Warszawie, opiekując się babcią. Nie mam jeszcze pracy na lato. Jeśli nie uda mi się jej znaleźć, to też będzie dobrze: planuję uczyć się business English oraz pisać autobiografię. Mam też zadanie by poduczyć angielskiego moją córkę, onieważ jej poziom jest dość mało zaawansowany jak na trzynastoletnią osobę.

Podsumowując: praca, zwyczajność, sport, zwyczajność, sport, praca itd.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
Ulubione