RSS
piątek, 21 kwietnia 2017

Otóż trafiłem do szpitala psychiatrycznego po raz kolejny. tym razem nie obyło się bez psychozy. Była niezwykle interesująca i dostarczyła mi wielu niezapomnianych wrażeń. Nie chcę się rozpisywać na d jej treścią.

W szpitalu, a przebywałem na oddziale innym niż zwykle, poznałem wielu ciekawych ludzi. Może nawet bardziej ciekawych niż zwykle - kwiat półświatka, pijaków, złodziei (jak mniemam) i innych przestępców.

Wypoczęty i zrelaksowany wracam do pracy (którą tak naprawdę muszę sobie zdobyć). Zrezygnowałem z jednej ze szkół, dla której pracowałem, ponieważ nie mogłem znieść szefowej. Pozostała mi druga szkoła. Dzisiaj idę na rozmowę kwalifikacyjną w nowej firmie. Życzcie mi szczęścia.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

piątek, 03 marca 2017

Moje życie w ostatnim czasie bardzo się zmieniło. Jest nudne i przyjemne. Pracuję, uczę się i trenuję - jak w polskim filmie - nuda, nuda, nuda - nic się nie dzieje.

Bardzo proszę o komentarze!!!

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

wtorek, 21 lutego 2017

Po ponad pięciu miesiącach depresji mój stan zmienia się. W ciągu tego czasu były momenty, że chciałem zostać umieszczony w jakimś zakładzie opiekuńczym i zostać tam do końca życia, nic nie robiąc. Nie była to jednak depresja nie wiadomo jak głęboka. Dokuczał mi przede wszystkim brak napędu i siły do działania. Przez cały tan czas pracowałem, odwołując w sumie jedynie kilkanaście godzin zajęć.

Przestałem brać kwetaplex, który jak dowiedziałem się od pewnej pani psychiatry wcale nie aktywizuje oraz lamitrin, który teoretycznie ma wpływać na stabilizację nastroju ale ponoć nie odkryto jeszcze mechanizmów działania tego leku jako stabilizatora nastroju. Zacząłem brać lek o nazwie elicea na depresję, ale już go odstawiłem ze względu na zmianę, która nastąpiła.

Teraz muszę uważać by nie dostać psychozy. Biorę więc 30 mg abilify. Znowu chce mi się żyć i mam chęć do działania. Byłem na siłowni, zacząłem trochę czytać, nauka języków na nowo stała się dla mnie pasjonująca. Mam nadzieję, że ten stan potrwa przynajmniej ze dwa miesiące i nie skończy się psychozą.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

wtorek, 01 listopada 2016

Oczywiście po niecałych trzech miesiącach "górki" nastąpił we wrześniu "dołek". Kwetaplex można se potłuc o kant dupy - nie działa, nie aktywizuje mnie. Męczę się już drugi miesiąc z powodu braku napędu. Każdy obowiązek, który muszę wykonać to wielkie przedsięwzięcie. Ciężko mi wstawać rano do pracy. Na szczęście odwołałem jak do tej pory tylko jeden dzień zajęć. Wygląda na to, że współczesna medycyna jest bezradna wobec mojego problemu, albo bezradny jest o prostu mój psychiatra.

Nie muszę obawiać się już psychoz i "świrowania", ponieważ mam na nie odpowiednie leki i wystarczy tylko nie zapominać o ich zażywaniu. Nie mam jednak leku na brak energii. Za brakiem energii idzie u mnie depresja i pragnienie śmierci, bo cóż warte jest życie bez działania. Gdybym miał "górkę" przez dwanaście miesięcy w roku przez wiele lat byłbym najprawdopodobniej najszczęśliwszym z ludzi, a przynajmniej moje finanse wyglądałyby znacznie lepiej.

Trochę ponarzekałem i wystarczy. Mam kochającą rodzinę i dobry zawód, który na razie, choć nie najlepiej, mogę wykonywać. Może "górka" jest już tuż, tuż za rogiem i znowu zacznie się patrzenie na świat przez różowe okulary, wytężona praca i uprawianie sportu.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

środa, 03 sierpnia 2016

Sytuacja nadal jest dobra. Można powiedzieć, że wciąż mam "górkę", ale jest ona wyjątkowo łagodna, ponieważ nawet nie fantazjuję, nie mówiąc już o jakiś początkach urojeń, co miało miejsce na jesieni ubiegłego roku. Oczywiście do psychozy wtedy nie doszło - zablokowały ją moje leki.

Tym razem biorę dodatkowo kwetaplex, z którym wiążę duże nadzieje. Powoduje on, że "górka" jest łagodna, przyczynia się do "spłaszczenia" cyklu. Oczekuję, że "dołek" będzie równie łagodny, albo w ogóle nieodczuwalny.

Okazuje się, że cztery miesiące depresji nie pozostały bez zgubnych konsekwencji. W tamtym czasie zmuszałem się do pracy i nie przygotowywałem się do zajęć. W rezultacie jedna z grup, którą prowadziłem oświadczyła, że pomimo tego iż lekcje nie były złe, nie chcą nadal mieć ze mną zajęć. Mam problem - muszę znaleźć sobie kogoś innego na ich miejsce, a ponadto mam zepsutą opinię w firmie.

Sporo ćwiczę i powoli tracę na wadze.- w ciągu miesiąca schudłem trzy kilo. Gdyby ten trend się utrzymał byłoby świetnie.Trochę przymuszam się do ćwiczeń, z czego się bardzo cieszę. Gdybym był w bardzo podwyższonym nastroju, ćwiczyło by mi się samo, byłbym bardzo pobudzony, ale tak nie jest.

Kończę więc w dobrej formie, z nadzieją na pomyślną przyszłość.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

03:55, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 czerwca 2016

Dawno nie pisałem. Otóż od końca stycznia cierpiałem na depresję. Cały czas pracowałem z tą dolegliwością, ale na początku czerwca uległem. Po weekendzie nie pojechałem do pracy do Warszawy. W poniedziałek po południu poszedłem do swojego psychiatry, a już wieczorem żona zawiozła mnie do szpitala. Był to najlepszy z moich dotychczasowych pobytów w "domu wariatów". Depresja ustąpiła już drugiego dnia. Na odcinku obserwacyjnym byłem zaledwie kilka godzin. Poznałem wielu ciekawych ludzi i miło płynął mi czas. Szpital położony jest w malowniczym parku, a pogoda dopisywała i świeciło słońce. Najważniejsze w tym wszystkim były jednak nie spacery w parku, ale fakt, że przez okres niespełna trzech tygodni zrobiłem notatki i ćwiczenia z prawie całej książki do słownictwa biznesowego w języku angielskim. Znowu chce mi się pracować. Życie wróciło do normy po ponad czterech miesiącach. Nawet się gimnastykuję. Przyjechałem do Warszawy i rozpocząłem pracę z nowymi grupami. Uczenie języka angielskiego jest fantastyczne. Na tym kończę.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski


00:01, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 lutego 2016

Depresja atakuje. Przyjechałem do domu w piątek po dziesiątej wieczorem. Całą sobotę i niedzielę przeleżałem. Zawsze jeżdżę do Warszawy w niedzielę. Tym razem zostałem. Odwołałem poranną lekcję w poniedziałek. W poniedziałek, czyli dzisiaj wziąłem sie jakoś w garść i przygotowałem się do lekcji po południu. Po pierwszej wsiadłem w pociąg do Warszawy i znowu walczę.

Odbyłem dwugodzinne zajęcia ze studentem, który przygotowuje się do egzaminu IELTS Academic. Zdanie tego egzaminu na odpowiednim poziomie ma otworzyć mu drogę na studia za granicą. Teksty są naprawdę trudne. Muszę się mocno gimnastykować.

Jutro wstaję przed piątą i znowu wyruszam na wędrówkę za kasą. Pracuję cały dzień. Co za życie! Uczyć, uczyć, uczyć! Ta przyjemność wychodzi mi już bokiem. Nie mogę nadązyć przygotowywać się do zajęć, często improwizuję. Marzy mi się taki stan, kiedy wszystko jest już zrobione, a ja mógłbym poleżeć z godzinkę. Leżałem wprawdzie dwa dni, ale ze świadomością olbrzymich zaległości.

Nie wiem jak rozwinie się sytuacja. W weekend już bałem się, że stracę pracę, że znajdę się poza społecznością ludzi zdrowych. Przeżyłem tak jakby powrót do żyjących, poprzez poprowadzenie lekcji i zarobienie paru groszy. Nie wiem co przyniesie przyszłość. Obym dalej był w stanie pracować.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

środa, 06 stycznia 2016

Witaj Nowy Roku! Obyś nie był gorszy od poprzedniego. Ten ostatni był całkiem niezły. Przepracowałem 10 miesięcy. Trochę za mało zarobiłem - wiadomo, potrzeby są duże. Jedyną wadą tego roku była wakacyjna depresja. W ciągu dwóch miesięcy można było tyle zrobić. Ale przynajmniej wypocząłem wylegując się na sofie.

Przerwa świąteczna minęła w sposób wręcz doskonały. Spędzaliśmy czas tak z teściami jak i z moimi rodzicami. Nie przejadłem się, nie piłem (prowadziłem samochód). Dużo trenowałem, głównie w domu karate, w moim nowym stroju oraz na siłowni, gdzie oprócz ćwiczeń z ciężaramiwykonywałem ćwiczenia aerobowe i stukałem w worek bokserski. Oprócz tego przygotowywałem się do przyszłych lekcji i uczyłem angielskiego swoją córkę. Całkiem dobrze jej idzie, chociaż jej poziom zaawansowania ciągle nie jest zbyt wysoki.

Wróciłem do Warszawy i rozpocząłem pracę. Moja "górka" już minęła. Nie bardzo chce mi się uczyć, ale nie sprawia mi to kłopotu. Trochę obawiam się, że może nadejść depresja z jej brakiem energii. Próbuję do nie nie dopuścić trenując wytrwale.

Zapisałem się w Warszawie na siłownię. Mam nadzieję, że w którkich przerwach między lekcjami będę mógł do niej uczęszczać. Na razie byłem dwa razy. W ostatnią niedzielę i dzisiaj w Trzech Króli. Jest święto więc mam dużo czasu. Trenowałem dwie i pół godziny. Głównie aeroby na bieżni i karate w bocznej salce. Może dzięki wydzielającemu się podczas ćwiczeń hormonowi szczęścia uda mi się przełąmać cykl i nie dopuścić do depresji.

Kończę wię i zabieram się do przygotowania do lekcji. Oby jak najdłużej nic się nie zmieniło w moim nastroju.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

15:07, slawekk1965
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2015

Podstawowa wiadomość z linii frontu brzmi następująco: nic złego się nie dzieje, jest dobrze. Ale nuda !

Kończy mi się prawdopodobnie "górka". Mogę już nieźle sypiać bez ketrelu. Tym razem o dziwo używałem go bardzo niewiele. Łagodniejsz "górka" może oznaczać łagodną depresję, która może nadejść za miesiąc lub dwa. Tymczasem czuję się świetnie.

Skończyłem pisać autobiografię. Jestem z tego bardzo zadowolony. Wreszcie mam to z głowy. Czuję, że ocaliłem od zappomnienia kawał mojego życia.

Poza tym zapierdalam jak mały samochodzik. Jeszcze w życiu tyle nie pracowałem - siedem dni w tygodniu. W niedzielę wprawdzie nie uczę, ale przez większość dnia przygotowuję się do zajęć w nadchodzącym tygodniu.

Kupiłem sobie karategę (strój do karate) jako prezent z okazji nadchodzących urodzin. Wybrałem najlepszą i najdroższą w sklepie. Będę "karacił" w sobotnie wieczory, o ile tylko starczy mi na to energii.

Kończę więc w optymistycznym nastroju.

Pozdrawiam serdecznie,

Sławomir Radomski

czwartek, 05 listopada 2015

Dawno nie pisałem, ale byłem bardzo zajęty. Podczas dni roboczych praca wypełnia mi prawie cały czas, którym dysponuję. Najtrudniejszy jest wtorek, kiedy to wychodzę z domu przed szóstą rano, a wracam po dziewiątej wieczorem. Jeżdżę po całej Warszawie i jej okolicach.

Generalnie odnoszę sukcesy w nauczaniu. Mój zawód sprawia mi wiele satysfakcji, ale nie wszyscy moi uczniowie są ze mnie zadowoleni. Pewne małżeństwo, prowadzące własną poważną firmę, nie jest.Jeśli nie przekonam ich do siebie w ciągu kolejnych dwóch lekcji, najprawdopodobniej stracę tę pracę.

Świetnie mi się mieszka w nowym miejscu. Właścicielka jest bardzo mądrą, sympatyczną i zrównoważoną osobą. Kiedy przypomnę sobie poprzednie mieszkanie, przechodzą mi ciarki po plecach.

Poza tym mam "górkę". Znowu bardzo krótko sypiam. Zażywam dodatkowo niewielkie ilości ketrelu i dlatego nie martwię się zbytnio o swoje zdrowie. Najgorsze jest to, że po "górce" musi najprawdopodobniej przyjść depresja.

Kończę i pozdrawiam.

Sławomir Radomski

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
Ulubione